22 October 2026 · ALL FOR YOU
Dziennik z rejsu: mój tydzień od Cannes do Wysp Złotych, na pokładzie Princess S62 ALL FOR YOU

Lazurowe Wybrzeże znałem z odcinka pierwszego, od strony Monako, Lérins i Antibes. Tym razem poszedłem w drugą stronę, na zachód, w kierunku, który większość gości omija: wzdłuż czerwonych skał Estérel, przez Saint-Tropez, aż do Port-Cros i Porquerolles. Jednostką była M/Y ALL FOR YOU, Princess S62 z 2024 roku, 20,42 metra, sześcioro gości w trzech kabinach, dwuosobowa załoga. Dwa silniki MAN, prędkość przelotowa dwadzieścia pięć węzłów, maksymalna trzydzieści dwa. Najciekawsze jest jednak zanurzenie: zaledwie 1,46 metra. To pozwala stanąć tam, gdzie większe jachty muszą zostać dalej od brzegu.
Trasa jest propozycją, którą ułożyłem na tej jednostce, a port zaokrętowania ustalamy przy rezerwacji. Wsiadłem, wypłynąłem i wróciłem. Dzień po dniu, tak jak było.
Dzień 1: Cannes i pierwszy wieczór
Weszliśmy na pokład po południu. Princess S62 jest jednostką, która od pierwszej minuty wydaje się łatwa: niski, szeroki pokład rufowy, flybridge z miejscem na cały zespół, dwuosobowa załoga, która wie, co robi, i nie narzuca się. Po krótkim oprowadzeniu odbiliśmy od nabrzeża i przeszliśmy kawałek wzdłuż brzegu, żeby zakotwiczyć w spokojnej zatoczce pod Théoule.
Pierwszy wieczór, jak zawsze, na rufie, z Aperolem Spritz w ręku. Patrzyliśmy, jak Cannes po drugiej stronie zatoki zapala światła, a czerwone wzgórza Estérel robią się coraz ciemniejsze. Kolacja na pokładzie: świeża ryba z rusztu i sałatka z pomidorów. Nikt nie sięgnął po telefon.
Dzień 2: Czerwone skały Estérel i Saint-Tropez
Lubię wstać o świcie, wejść na flybridge z kawą i patrzeć, jak powoli wstaje słońce. Tego ranka morze było jak tafla jeziora, a rdzawoczerwone skały Estérel zapalały się w świetle jedna po drugiej. Po śniadaniu ruszyliśmy wzdłuż brzegu, przy samej skale, bo płytkie zanurzenie pozwala podejść naprawdę blisko. Zatrzymaliśmy się w zatoce Agay na długą kąpiel w ciepłej, lazurowej wodzie, która przy czerwonej skale wygląda jak z innej planety.
Po południu Saint-Tropez, do którego od Agay jest niecała godzina. Wypłynęliśmy na zatokę, zakotwiczyliśmy przy wejściu i zeszliśmy tenderem do starego portu. Obowiązkowy rytuał: lody w słynnej lodziarni przy nabrzeżu, jedzone na murku, z widokiem na jachty, które są większe niż nasz cały port zaokrętowania. Wieczorem wróciliśmy na kotwicę w Baie des Canoubiers, kolacja na rufie, owoce morza i zimne białe wino.
Dzień 3: Pampelonne i dzień dla wody
Trzeci dzień był dniem wody. Przeszliśmy na południe, wzdłuż półwyspu, do zatoki Pampelonne, trzykilometrowej plaży, którą od strony morza widzi się inaczej niż z lądu: bez tłumów, z rzędem białych kabin na brzegu i przejrzystą turkusową wodą. Zakotwiczyliśmy dość daleko od linii bojek, gdzie dno jest piaszczyste, i prawie nie ruszyliśmy się z miejsca. Poleżeć i popływać w ciepłej, lazurowej wodzie, to był cały nasz plan.
Po południu obejście przylądka Camarat, z białą latarnią na szczycie, i powrót na kotwicę. Kolacja: ryba złowiona tego dnia, grillowana z cytryną.
Zauważyłem tu coś, co przy większych jachtach umyka: na jednostce tej wielkości cały zespół jest razem. Nikt nie znika w kabinie na drugim końcu pokładu, rozmowy toczą się na flybridge, a dwuosobowa załoga zjawia się dokładnie wtedy, kiedy jest potrzebna, i znika, kiedy nie jest. Dla sześciu osób to rozmiar wręcz idealny.
Dzień 4: Port-Cros, wyspa w parku narodowym
Czwartego dnia „za daleko” przestało istnieć. Princess S62 robi dwadzieścia pięć węzłów, więc do Port-Cros, wyspy na pełnym morzu, dotarliśmy w niecałe półtorej godziny. Port-Cros należy do parku narodowego i to widać: gęsty las schodzący do samej wody, brak samochodów, brak betonu i woda tak przejrzysta, że z pokładu widzi się dno na kilkanaście metrów.
Zakotwiczyliśmy przy plaży Palud, gdzie wytyczono podwodną ścieżkę do snorkelingu z tablicami opisującymi rośliny i ryby. Pływaliśmy z maskami nad łąkami trawy morskiej, w otoczeniu stad ryb. Wieczorem spacer do maleńkiego portu i kolacja z lokalnej ryby w jedynej wiosce na wyspie.
Mały jacht o płytkim zanurzeniu nie jest gorszą wersją dużego. To inna trasa: bliżej skał, bliżej plaży, tam, gdzie duże jednostki muszą stać dalej.
Dzień 5: Porquerolles i plaża Notre-Dame
Z Port-Cros do Porquerolles jest tylko kilka mil, więc przeszliśmy tam spokojnie po śniadaniu. Porquerolles to największa z Wysp Złotych: lasy sosnowe, winnice, wioska bez samochodów, w której wszyscy jeżdżą na rowerach. Płytkie zanurzenie znów się przydało, bo zakotwiczyliśmy tuż przy plaży Notre-Dame, jednej z najpiękniejszych we Francji, białej, długiej, osłoniętej od mistrala przez sam kształt wyspy.
Cały dzień: kąpiel, długi obiad na pokładzie, wieczorem krótki spacer do wioski i z powrotem na rufę. To był dzień, w którym zrozumiałem, po co się tu przypływa.
Wyspa ma też swoją codzienną stronę. W wiosce kupiliśmy bagietki, lokalny ser i pomidory, które zjedliśmy później na rufie, z widokiem na zachodzące słońce. Żadnej wielkiej organizacji, żadnego planu, tylko dobre jedzenie i ciepły wieczór.
Dzień 6: Cap Taillat i droga powrotna
Szósty dzień to powrót na wschód, ale nie najkrótszą drogą. Zatrzymaliśmy się przy Cap Taillat, dzikim cyplu, gdzie wąski pas piasku łączy skalistą wysepkę z lądem. Nie ma tu żadnej zabudowy, tylko woda w trzech odcieniach turkusu. Kąpiel, leżenie na rufie, lekki obiad na pokładzie. Gdy zrobiło się chłodniej, wyszliśmy na flybridge i patrzyliśmy, jak cień cypla wydłuża się na wodzie.
Wieczór spędziliśmy w zatoce Cavalaire, na kotwicy. Dzięki prędkości przelotowej mieliśmy cały dzień dla siebie, bez pośpiechu i bez patrzenia na zegarek.
Dzień 7: Powrót do Cannes
Ostatni poranek był taki sam jak pierwszy: kawa o świcie na flybridge, morze jak tafla, w oddali sylwetka Estérel. Nikt się nie spieszył. Wróciliśmy wzdłuż brzegu na spokojnie, z jedną długą kąpielą po drodze, na pustej wodzie. Dotarliśmy do Cannes opaleni, wyspani i trochę zbyt zadowoleni z życia.
Ile to kosztuje i co warto wiedzieć
M/Y ALL FOR YOU — Princess S62, rocznik 2024, 20,42 metra, sześcioro gości w trzech kabinach (dwie double i jedna twin), dwuosobowa załoga, stabilizatory na kotwicy — czarteruje się od 27 000 € za tydzień w sezonie niskim do 30 000 € w wysokim, plus APA, czyli zaliczka na paliwo, prowiant i opłaty portowe, którą rozlicza się po rejsie (orientacyjnie około 30% stawki, dokładną kwotę potwierdzam dla konkretnego terminu). Podatki i opłaty portowe nie wchodzą w cenę tygodnia.
Rzeczy, o których przy tej trasie myśli się przed rezerwacją. Po pierwsze: mistral. Wiatr z północnego zachodu potrafi zamknąć zachodnią część trasy na dzień lub dwa, dlatego kolejność postojów układam elastycznie, a okna pogodowe planuje kapitan. Po drugie: park narodowy i trawa morska. Port-Cros i część Porquerolles to strefy chronione z własnymi zasadami kotwiczenia, a kotwiczenie na łąkach posidonii jest zabronione, więc kapitan wybiera miejsca z piaszczystym dnem i rezerwuje je z wyprzedzeniem, bo w szczycie sezonu bardzo szybko znikają.
Trasa, którą opisałem, jest propozycją: kolejność postojów i długość przejść ustalam z kapitanem pod termin, pogodę i dostępność miejsc. Jacht jest też oferowany na Korsyce, Riwierze Liguryjskiej i Sardynii, na zapytanie. Na pokładzie jest tender Williams Jet Tender 325, Seabob i sprzęt holowany, ale przyznam szczerze, że największą radość sprawiło mi leżenie w wodzie i długie kolacje na pokładzie. To dobra jednostka dla dwóch par albo małej rodziny, która chce płynąć we własnym tempie.
Zobacz ten czarter na wyachts.shop
Chcesz przepłynąć tę trasę naprawdę? Napisz, kiedy i z kim płyniesz — sprawdzę dostępność i ułożę ten tydzień pod Was.