Zwykle to ja układam komuś trasę i schodzę z pokładu, zanim zacznie się prawdziwy odpoczynek. Tym razem było inaczej — wsiadłem na Pershinga 70 GTX, niespełna 21 metrów włoskiej elegancji i prędkości, odbiłem z Monako i przez tydzień po prostu byłem gościem. Spisałem to na bieżąco, bo chcę pokazać nie folder, tylko prawdziwy rytm takiego tygodnia.
Dzień 1 — Monako
Weszliśmy na pokład późnym popołudniem — i nigdzie się nie spieszyliśmy. Pierwszy wieczór najbardziej lubię: usiedliśmy na rufie z kieliszkiem Aperol Spritz i patrzyliśmy, jak Port Hercule jeden po drugim zapala światła. Na kolację kucharz podał świeżą rybę prosto z targu. Tej pierwszej kolacji na pokładzie, gdy Monako mruga do Ciebie z brzegu, nie zapomina się szybko.
Dzień 2 — Świt i Saint-Tropez
Wstałem o świcie — to mój ulubiony moment dnia na wodzie. Wszedłem na flybridge z kawą i po prostu patrzyłem, jak powoli wstaje słońce. Morze było jak tafla jeziora, bez jednej zmarszczki. Ten bezgraniczny spokój, gdy świat jeszcze śpi, a Ty masz przed sobą tylko gładką wodę i kubek kawy — po to się tu przypływa.
Później ruszyliśmy w stronę Saint-Tropez. Po drodze rzuciliśmy kotwicę w zatoce i pływaliśmy — lubię sobie poleżeć na wodzie i popływać w tej ciepłej, lazurowej toni, bez żadnego planu. W Saint-Tropez wieczorem obowiązkowy punkt: lody w słynnej lodziarni przy starym porcie, a potem spacer wąskimi uliczkami, gdy miasteczko dopiero budzi się do życia.
Dzień 3 — Dzień, w którym nic nie trzeba
Trzeci dzień zostawiliśmy całkiem pusty. Żadnego portu „do zaliczenia". Śniadanie bez patrzenia na zegarek, długie pływanie, drzemka na materacu na dziobie, książka. To właśnie te dni — kiedy nic nie musisz — okazują się najlepsze z całego tygodnia. Z mojego doświadczenia jako broker: goście, którzy na początku chcą „zobaczyć wszystko", po trzecim dniu sami proszą, żeby zwolnić.
Dzień 4 — Wyspy Lerynskie i Cannes
Popłynęliśmy na wschód, do dwóch zielonych wysp tuż przed Cannes. Sainte-Marguerite to sosny, przejrzysta woda i stara forteca — ta sama, w której według legendy więziono tajemniczego Człowieka w Żelaznej Masce, bohatera powieści Dumasa. Stoisz na murach, patrzysz na celę z kratą wychodzącą wprost na morze i trudno nie pomyśleć, że nawet więzień miał tu widok lepszy niż niejeden hotel. Zakotwiczyliśmy w cieniu pinii, pływaliśmy, a po południu zajrzeliśmy do Cannes — kawa z widokiem na port pełen jednostek, których nazwy zna się z magazynów. Wieczorem znów kolacja na pokładzie, tym razem owoce morza.
Dzień 5 — Cap d'Antibes i Villefranche
Leniwy etap wzdłuż jednego z najpiękniejszych odcinków wybrzeża. Minęliśmy Cap d'Antibes z jego ukrytymi willami i stanęliśmy na lunch w zatoczce, do której dopłyniesz tylko od wody. Wieczór spędziliśmy w Villefranche-sur-Mer — głębokiej, osłoniętej zatoce, jednej z moich ulubionych na całej Riwierze. Woda jak stół, miasteczko w kolorze ochry, cisza.
Dzień 6 — Portofino
I tu Pershing pokazał, po co właściwie powstał. Skoczyliśmy do Portofino — przy tej prędkości to raptem jakieś półtorej godziny, więc to, co na wolniejszym jachcie byłoby „za daleko", u nas było po prostu pomysłem na poranek. A Portofino to jednak wielka magia: maleńka, idealna zatoczka, pastelowe domki wspięte na zbocze, jacht zacumowany metry od placyku, na którym świat zwalnia. Espresso przy nabrzeżu, spacer do latarni, i ta myśl, że gdyby nie prędkość tej łódki, w ogóle by nas tu nie było.
Najlepsze trasy nie są najgęstsze. Są najlepiej dobrane do tego, kto płynie — a tej części nie zrobi za Ciebie żaden cennik.
— Tomasz Wrzesiński, broker jachtowy, Monaco
Dzień 7 — Powrót do Monako
Ostatni dzień to mój ulubiony moment całego tygodnia. Wracaliśmy spokojnie w stronę Monako — znów kawa, znów gładka woda, wszyscy trochę opaleni i trochę inni niż na starcie. Dobry kapitan tak ułożył powrót, żeby ten ostatni rejs też był częścią wakacji, a nie pośpiechem. Zszedłem na ląd już myśląc, gdzie popłynę za rok.
Ile to kosztuje i co warto wiedzieć
Ten konkretny jacht — Pershing 70 GTX — czarteruje się na Lazurowym Wybrzeżu w okolicach 45 000 € za tydzień plus APA (zaliczka na paliwo, wyżywienie i postoje, zwykle 25–35%) i VAT. I rzecz, której nie powie żaden opis oferty: ten sam tydzień można przeżyć jako serię zatłoczonych portów albo jako prawdziwy odpoczynek. Różnicę robi dobór jednostki, załogi i trasy pod konkretnych ludzi. To jest dokładnie ta część, którą biorę na siebie.
→ Zobacz ten czarter: Pershing 70 GTX na Lazurowym Wybrzeżu
To pierwszy odcinek serii „Dziennik z rejsu". W kolejnych zabiorę Cię na greckie Cyklady, Baleary i Amalfi — każda trasa ma swój własny rytm.