Zwykle mówię klientom, że Baleary to trzy różne światy pod jedną nazwą: Mallorca spokojna i dostojna, Ibiza głośna i piękna, Formentera cicha jak marzenie. Żeby naprawdę to poczuć, potrzebujesz całego tygodnia i jachtu, który nadąży za każdym z tych rytmów. Riva 100 Corsaro HP6 — trzydzieści metrów włoskiej elegancji, rocznik 2021 — okazała się do tego idealna. Wsiadłem w Palmie, zapisywałem, co widzę.
Dzień 1 — Palma de Mallorca
Na pokład wszedłem późnym popołudniem w Port de Palma. Riva stała przy nabrzeżu jak eksponat w muzeum — ludzie przechodzili i się odwracali. Ten kształt burty, ta czerwień drewna na kokpicie, błysk chromu w promieniach słońca. Wieczór zaczął się tak jak każdy dobry wieczór na jachcie — usiedliśmy na rufie z kieliszkiem Aperol Spritz i patrzyliśmy, jak Palma zapala kolejne okna. W tle katedra La Seu, ogromna, oświetlona z dołu, odbijała się w wodzie zatoki. Kucharz przyniósł na kolację świeżo przygotowaną doradę z grilla.
Dzień 2 — Wyspa Dragonera
Wstałem o świcie. Wspiąłem się na flybridge z kawą i stałem tak dobrą chwilę, patrząc, jak nad zatoką Palmy powoli wstaje słońce. Morze było jak tafla szkła, zero wiatru, zero dźwięków. Ten bezgraniczny spokój, gdy świat jeszcze śpi, a Ty masz przed sobą tylko gładką wodę i kubek kawy — po to się tu przypływa.
Popłynęliśmy na zachód wzdłuż mallorczyńskiego wybrzeża, aż na sam koniec wyspy — do Isla Dragonera, małego rezerwatu przyrody. Zakotwiczyliśmy w zatoce po zachodniej stronie. Woda przejrzysta jak szkło, dno widać z czterech metrów. Pływaliśmy długo — w tej ciepłej, błękitnej toni, gdzie nie ma tłumu, nie ma muzyki, nie ma nic prócz skał i ryb.
Dzień 3 — Formentera, Ses Illetes
Na Formentarę dotarliśmy po południu. Zakotwiczyli przy Ses Illetes — w tym miejscu, które na każdym zdjęciu wygląda jak Karaiby, a na żywo wygląda tak samo. Woda karaibska naprawdę: turkusowa, ciepła, do kolan. Poleżałem na materacu przy burcie tak długo, że straciłem rachubę czasu. Bez nurkowania z rurką, bez skuterów wodnych, bez żadnych gadżetów. Tylko woda i słońce.
Dzień 4 — Ibiza o poranku
Ibizę znam z rozmów klientów — głośno, tłoczno, ale pięknie. Tym razem postanowiłem sprawdzić rano. Weszliśmy do Ibiza Town o siódmej trzydzieści, zanim żyje. Stare miasto Dalt Vila na wzgórzu, mury z XVI wieku, puste uliczki, koty. Wszedłem na górę i stałem przy murach twierdzy z widokiem na morze. Ibiza rano to zupełnie inne miasto niż Ibiza wieczorem — polecam to pierwsze doświadczenie.
Dzień 5 — Es Vedrà
O Es Vedrà słyszałem wszystko: że jest magnetyczna, że kompasy wariują w pobliżu. Skała robi wrażenie nawet przy zdrowym rozsądku — wyrasta ze spokojnej wody na 382 metry, pionowo, pokryta dzikim mchem i zasiedlona przez sokoły Eleonory. Zakotwiczyliśmy po zachodniej stronie i siedzieliśmy tam przez resztę dnia. Zachód słońca za Es Vedrà, różowe niebo, cisza. Jeden z tych wieczorów, po których nikomu nie chce się rozmawiać.
Baleary to nie jedna destynacja. To trzy zupełnie różne charaktery — i żeby znaleźć ten swój, trzeba wiedzieć, czego szukasz, zanim opuścisz port.
— Tomasz Wrzesiński, broker jachtowy, Monaco
Dzień 6 — Cabrera, Park Narodowy
Cabrera to mały archipelag na południe od Mallorki, chroniony statusem Parku Narodowego — żeby wejść do głównego portu, potrzebna jest specjalna zgoda, którą kapitan zarezerwował kilka tygodni wcześniej. Woda jak akwarium, ryby przy burcie, kryształowa przejrzystość. Żadnych skuterów, żadnych barów, żadnego hałasu. Zeszliśmy na ląd i weszliśmy do małego zamku na wzgórzu — stoi tam od XIV wieku, widok z tarasu na cały archipelag.
Dzień 7 — Powrót do Palmy
Ostatni ranek — wstałem jak pierwszego dnia, z kawą, na flybridge, zanim ktokolwiek się ruszył. Cabrera budziła się powoli, mewy krążyły nad masztem, słońce wchodziło nad wzgórzem. Powrót do Palmy zajął nam spokojnie trzy godziny. Byłem trochę opalony, trochę inny niż na starcie. Tak właśnie powinien kończyć się tydzień na wodzie.
Ile to kosztuje i co warto wiedzieć
Ten konkretny jacht — Riva 100 Corsaro HP6, trzydzieści metrów, rocznik 2021 — czarteruje się na Balearach w okolicach 112 500 € za tydzień plus APA (zaliczka na paliwo, wyżywienie i postoje, zwykle 25–30%) i VAT. Jedno ważne: wejście do Parku Narodowego Cabrera wymaga wcześniejszej rezerwacji i jest limitowane — kapitan wie, jak to zorganizować, ale trzeba zaplanować z wyprzedzeniem.